Weekend w Lizbonie
- 3 mar 2018
- 5 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 19 gru 2022
Lizbona miło nas zaskoczyła. Trochę pewnie dlatego, że wybraliśmy się do niej poza sezonem (w lutym) i poza długimi weekendami – na miejscu nie było tłumów, pogoda znośna, a samo miasto nas urzekło.
Weekend w Lizbonie to jednak trochę za mało czasu, żeby zobaczyć wszystko co warto.
Do Lizbony możemy polecieć z Gdańska bezpośrednio ,liniami lotniczymi WIZZAIR, lot trwa ok.3,5 h , ale trzeba przygotować się na niedogodności, dla osób powyżej 160 cm będzie to 3-godzinna męczarnia.WIZZAIR zmniejszył jak tylko można przestrzeń między fotelami,nogi trzymamy właściwie pod brodą.
Po 3,5 godzinnej podróży samolot będzie w Lizbonie ok. 21:30 w sobotę. Co niektórym się spodoba bo po zakwaterowaniu w hotelu można jeszcze uczestniczyć w wieczornych imprezach.
Jeśli jeszcze zakwaterujemy się w dzielnicy Bairro Alto , gdzie wieczory spędza się na zewnątrz, w restauracjach, z których dobiegają rzewne dźwięki fado, gdzie vinho da casa (doskonałe!) leje się strumieniami, gdzie spotykają się miejscowi wychwalający swój piękny kraj z turystami, którzy dzielą się doświadczeniami z podróży i jest normalnym zagadywanie do stolików obok...... to wymarzony czas.
Imprezową dzielnice Bairro Alto polecamy na spacery ,zaglądanie w ślepe zaułki, podziwianie azulejos i murali, testowanie barów i napawanie się atmosferą miasta,a jesli ktoś ma cheć zakwaterowac się w tej dzielnicy to jest taki hostel , pensjonat zlokalizowany w samym centrum .
Inn Bairro Alto B&B, naprawdę mile nas zaskoczył, schludny, prowadzony przez młodych ludzi, z bardzo dobrym śniadaniem. Trzeba brać pod uwagę, że to hostel, wspólne łazienki,malutkie pokoiki, z trochę zużytym sprzętem …... ale jak na hostel warunki mimo wszystko przyzwoite no i wygrywa lokalizacją, 300 metrów od stacji metra Baixa/Chiado i oferuje bezpłatne WiFi.
Po wieczornym imprezowaniu w Bairro Alto ,po lekkim śniadaniu oraz wykwaterowaniu z hostelu udaliśmy się na podbój Lizbony.Zamieniliśmy standard zakwaterowania z Hostelu na Hotel 5* Docelowo nasze zakwaterowanie mieściło sie w Hotelu z sieci Dom Pedro, Dom Pedro Palace który położony jest naprzeciwko jednego z największych centrów handlowych w Lizbonie – Amoreiras.
W prezencie dostaliśmy pokój vip ze śniadaniem, poprosiliśmy o taki na wyższym piętrze i dostaliśmy pokój o numerze 1109 . Mieliśmy świetny widok na miasto i rzekę. Czynne codziennie spa Aquae oferujjące kryty basen, wannę z hydromasażem, udogodnieniami do chromoterapii, łaźnię turecką, saunę oraz salę do ćwiczeń wysiłkowych spełniło nasze oczekiwania.
Po odprężającym wieczorze w SPA hotelowym odprężeni ,na drugi dzień wybraliśmy się na przejazd Tramwajem nr 28 z przystanku Estrella do Porca Martim Moniz. Przejeżdżając trasą udało udało nam się zobaczyć z okien tramwaju kilka dzielnic Lizbony. Każdy musi przejechać się 28-mką, ale nie obiecujcie sobie ,że będą to wilekie atrakcje. Tramwaj jest mały , stary, pełno w nim ludzi, jeden wisi na drugim i w sumie trudno jest cokolwiek zobaczyć przez małe okienka do połowy oklejone reklamami.
Wysiadają na końcowym Martin Moriz udaliśmy się do Zamku św.Jerzego Jeżeli chcesz zobaczyć panoramę z najwyższego miejsca w Lizbonie to koniecznie musicie tu być, nawet w lutym kolejka do kasy .Oprócz atrakcji dla oczu można spacerować z kieliszkiem porto, który za min. 3,5 euro kupujemy u miłej Pani na wzgórzu.
wychodząc główną bramą zeszliśmy uliczkami Alfamy do Pomnika króla Józefa i na główny plac Praca do Comercio.
Pogoda nas nie rozpieszczała,zaczął padać deszcz i szybko Rua Augusta doszliśmy do najsmaczniejszej restauracyjki Marisqueira Uma w tym miejscu. Kolejka przed lokalem ,na pół godziny,ale warto. Nam akurat udało się w tym deszczu ….. szybko znaleść stolik. Zamówiliśmy danie Arroz de Marisco/garnek z ryżem i owocami morza/do tego białe wino i ucztowaliśmy do woli.
Deszcz niestety nas nie opuścił,padało ,padało i na dodatek zaczęło wiać. Pogoda jak w Polsce w listopadzie tylko z temp. +10°C. W przerwach między strugami deszczu wypiliśmy sangrię na jednym z placyków , zjedliśmy Pasteis z masa budyniowa i Pastel de Bacalhau , moje ulubione oraz przechodząc przez Baxie ,dalej uliczkami do hotelu.
Kolejny i ostatni dzień przeznaczyliśmy na Belem.
Stwierdziliśmy , że udamy się tam komunikacją miejską. Muszę napisać kilka ważnych rzeczy dotyczących biletów. Kupując kartę Viva viagem możemy ja doładowywać praktycznie w kazdym automacie oraz w malutkich sklepikach ze wszystkim .
Koszt przejazdu 1,50 euro na metreo,na 28,na autobus np. do Belem 727 z przystanku Reto, ok. 20-30 minut. Na 3 dni nie polecam wypożyczać auta, w mieście jazda to koszmar, zresztą chodzi się wszędzie w wygodnych butach lub korzysta z bardzo dobrze działającej komunikacji miejskiej.

Do Belem przyjechaliśmy ok. 12:00 zaczeliśmy zwiedzanie od symbolu dzielnicy Belem Pomnik odkrywców .Obecna konstrukcja została odsłonięta w 1960, dokładnie w pięćsetną rocznicę śmierci księcia Henryka Żeglarza. Sama konstrukcja jest zbudowana z betonu, ma kształt karaweli i liczy sobie 52 metry wysokości. Na pomniku znajdują się łącznie 33 postacie, którym przewodzi Henryk Żeglarz z modelem karaweli w dłoniach. Obok Henryk Żeglarza znajdziemy tam takie postacie jak m.in. Vasco da Gama, Ferdynand Magellan, Diogo Cão, Nuno Gonçalves, Luís de Camões, Bartolomeu Dias, Afonso de Albuquerque.
Szeroką promenadą przeszliśmy do kolejnego miejsca, do Wieży Belem .Postawiona w XVI wieku, jest jedyną na świecie budowlą w stylu manuelińskim. Torre de Belem leży przy ujściu Tagu i składa się z dwóch części – wieży oraz sześciokątnego bastionu. Można tu umieścić 17 armat. Sama wieża ma 35 m wysokości. Jej najniższe piętra znajdują się pod wodą. Wyżej umieszczono ozdobione kolumnami balkony. Można z nich podziwiać przepiękne widoki na ocean.
Wracając do Centrum dzielnicy wznoszą się monumentalne budowle Klasztoru Hieronimitów z XVI w
Jeśli ktoś lubi stać w kolejkach po 1,5 h żeby zwiedzać te obiekty wpisane na listę UNESCO od środka to jest taka możliwość ,koszt biletu dorosłej osoby 5 euro,wieża Belem bilet 6 euro.
Ponieważ nie lubimy tracić czasu na stanie w kolejkach nie zwiedziliśmy tych obiektów w środku.
Natomiast ten czas spędziliśmy na konsumpcji przepysznych i moich ulubionych PASTEIS w najsłynniejszej cukierni w całej Portugali Antiga Confeitaria de Belém z rewelacyjnymi Pastéis de Belém– najbardziej znanymi portugalskimi ciastkami, wypiekanymi tu od XIXw. Jeśli w cukierni nie będzie akurat miejsca (co jest nawet wielce prawdopodobne) weźcie słodkie babeczki na wynos i zjedzcie je w parku na przeciwko:),do tego pyszna Portugalska kawa i świat mimo deszczowej pogody wygląda piękniej.
Na północy od miasta, kolejne must see czyli Sintra. My niestety tam nie dotarliśmy – mimo twardego planu – po prostu uznaliśmy, że nie mamy już siły. Na Sintrę musicie sobie zarezerwować minimum pół, a najlepiej cały dzień. Dojazd jest prosty, najlepiej ruszyć pociągiem ze stacji Lisboa Rossio i jechać do końca (koszt biletu 1,8E). Nie byliśmy więc nie mamy swoich zdjęć ale wiemy z kilku sprawdzonych źródeł, że na prawdę warto!
Wieczorem niestety musimy już pożegnać się z Lizboną, odlot z lotniska Vinci o 21:55 również WIZZ AIR do Gdańska. Polecam żeby na lotnisko przyjechać wcześniej. Tanie linie odlatują z Terminala 2, jest ciasno,brudno,śmierdząco, strasznie długie kolejki do odprawy pasażerskiej.
Mozna oczywiście spróbować kupic bilet na linie rejsowe i wylądować na Terminalu 1 w bardziej cywilizowanych warunkach.
Lizbona na weekend jak najbardziej na TAK, ale ja polecam na dłużej.







































































































Komentarze